niedziela, 2 października 2016

02.10.2016

Jakoś wstałem... Taksówką pojechałem po Ewę i nawet byliśmy na dworcu dość wcześnie. Janek dobił ostatni, zapakowaliśmy się do autobusu i ruszyliśmy w nieznane. Podróż mijała szybko, w busie wifi, tablety z filmami i internetem, szykany. W sumie nieźle się leciało. Przesiedliśmy się w Mariampolu do burakowozu, ale o 17:30 byliśmy w Kłajpedzie. No i fajno, dzieciaki pojechały do domów, a my do hotelu - miejscówka w samym porcie, odnowiony i wygodny, super miejsce. Po całym dniu jazdy poszliśmy na spacer i obiad. Kłajpeda jest średnia, ale nocą nabrała barw. Radość popsuł histeryczny telefon od mamy Stasia, bo ten ryczy pod kołdrą do telefonu, że nie wytrzyma. Szlag by to trafił.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz