sobota, 29 października 2016

29.10.2016

Mała znowu szaleje nad ranem - ale tym razem spałem do 8:30, kiedy zaczęła wyć, bo nikt nie miał ochoty się pofatygować do niej do pokoju... Dzień był bardzo intensywny, choć początek luźny - Gosia pojechała na masaż, a my trochę się pobawiliśmy i poszliśmy na spacer po osiedlu Przyjaźń. Wprawdzie złapał nas deszcz, ale trwał może minutę, więc poszliśmy dalej. I ok, przed gradobiciem zdążyliśmy idealnie - pogoda jak w kalejdoskopie. Po obiedzie poszedłem po zakupy, szlag mnie trafił, bo śmietanka mi pękła w plecaku i wszystko mam ujebane... Zaraz potem pojechałem po stroje na poniedziałkową imprezę Kajki, przywiozłem jeżyki, indianki, czerwone kapturki itp... Teściowie będą jutro na obiad, chwila spokoju... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz