niedziela, 28 grudnia 2014

28.12.2014

Gosia pojechała z tatą na ósmą do kościoła i skoczyli do Lidla na promocje - obudzili nas telefonem nieco po 9... Na dwunastą mieliśmy być na moście św. Jana na spotkaniu  z Majką, ale... wytoczyłem Korsarza z garażu, wszystko było ok. Czekałem na dziewczyny tyle czasu, że poszedłem po nie, myśląc, że jak zostawię go na dwie minuty na dworze na ręcznym , to znów nie przymarznie. Dupa, zamarzł, trzeba się było wrócić. Wzięliśmy więc od teścia Civica i podjechaliśmy do centrum, Gosia mało nie umarła ze strachu - owszem, musiałem się przyzwyczaić do Hondy, ale bez przesady... Dziewczyny poszły na spotkanie, my z Kajką połaziliśmy z pół godzinki po starówce i po zmarznięciu weszliśmy do kawiarni. Pogaduchy, potem Lidl (znowu), obiad i jeszcze skoczyliśmy do Mariusza i Pauliny, gdzie siedzieliśmy sympatycznie niemal do 20. Kajka się rozbuchała, była wręcz niegrzeczna i mnie wkurzała, ale poszła spać wreszcie i zaczynam drugi spacer z tomu. Mam nadzieję, że Korsarz się odmrozi i pojedziemy jutro normalnie...Jedźmy, bo teściowa coraz mocniej mi gra na nerwach...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz