niedziela, 21 grudnia 2014

21.12.2014

Prawie się wyspałem. Rano Gosia zajęła się sensacjami żołądkowymi, więc nakarmiłem małą i ogarnąłem i pojechaliśmy do sklepu, idąc wcześniej na spacer. Wprawdzie wciąż jest na plusie i śniegu nie ma zupełnie, ale zimno było tak, że pół godziny przechadzki nam starczyło. W sklepie znów pękło 350 złych, te oszczędności... Zrobiłem obiad - prawdziwe bolońskie spaghetti, Gosia poszła do kościoła, a ja zostałem z Kajką. W jednym momencie się zsikała, wylała wodę i rozregulowała telewizor. Ogarniałem ją w trakcie gotowania. Jeju. Wieczorem Gosia zajęła się dziwnym barszczem, a ja... niczym :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz