niedziela, 7 grudnia 2014

07.12.2014

Wprawdzie po 5 była pobudka, ale obudziłem się koło 10 - Kajka podniosła się po 11-tej, rekord. Dzień zleciał błyskawicznie, ledwo się wyrobiliśmy, aby wyjść do Sławków na sushi. Posiedzieliśmy ze trzy godziny, pozwijaliśmy sushi, były krewetki, Leoś oszalał na punkcie prezentu samochodziku sterowanego, Kaja dostała prezent, było milutko, wróciliśmy akurat na początek finału Master Chefa :) Młoda jednak, zamiast iść spać, szalała do 22. Misia. Pić. Siusiu. Tata. Mama. Szlag o mało mnie nie trafił.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz