piątek, 21 kwietnia 2017

21.04.2017

Pospałem do 7:20, hura. Zimno w ogóle jak piorun, co za kwiecień, w górach metry śniegu i sypie dalej. W pracy miałem nadzieję na apel i panią kandydatkę, ale... Z 4s zrobiliśmy kulinaria, na 4c na szczęście udało się wyrzucić ich na apel, ale pani zrezygnowała :( A na przerwie poleciałem odebrać paczkę z płytami. Biegiem. I sam musiałem się męczyć. I już wyszedłem, wsiadłem do autobusu i przypomniałem sobie, że przecież nie oddałem karteczek Gosi... Szlag. Ale dotarłem do baru, zjadłem, dobiegłem do Jonatana i stamtąd wreszcie na Powązki, po kolejny sektor. Ledwo zdążyłem oblecieć cały. Ufff... A jutro znowu do pracy :P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz