niedziela, 16 kwietnia 2017

16.04.2017

Zerwaliśmy się przed 7, żeby wszystko przygotować. Mama przyjechała jak zwyle pół godziny przed czasem, ale nie szkodzi, zaczęliśmy wcześniej. O 11:30 byliśmy już w kościele, w nadziei, że dziecięca msza trwa króce, ale niestety... 55 minut. Nuda. Wróciliśmy na obiad, mama pojechała niebawem, a my wykończyliśmy urodzinową cytrynówkę i część Szopena. Teściowa rzuca mi się na nerwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz