czwartek, 20 kwietnia 2017

20.04.2017

Zebrałem się rano i powlokłem do roboty. O ile pierwsze cztery godziny były spoko, to dwie ostatnie znowu mnie zniszczyły... A jeszcze na dyżurze mocowałem się z tym małym wariatem, bo chciał lać dzieci. Potem pobiegłem do Wietnamczyków na obiad i do Michała. A że Zosia odwołała zajęcia, to skoczyłem na wojskowe Powązki i obleciałem jeden sektor. Bardzo fajnie. Kiedy wracałem, juz pod koniec fortów Bema, zadzwoniła Gosia, żeby pomóc jej z siatami - przyjechali już teściowie, ona wyskoczyła do Biedry, ma zakupy, a ja mam pomóc. Super. Biegiem do tramwaju i oczywiście przyjechjałem po 25 minutach, zamiast 10... Kajkę roznosi na chorobowym, szaleje. Na koniec dnia zrobiliśmy z teściem piwo i resztę Chopina. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz