czwartek, 13 kwietnia 2017

13.04.2017

Ciężko było wstać, nawet o tej 7... Odprowadziłem małą do przedszkola, odebrałem receptę i wróciłem. I się zaczęło. Ja zdążyłem częściowo zetrzeć kurze... I poszliśmy na zakupy. Z biedry wracaliśmy do domu z wózkiem, bo tyle było napakowane. 350 złych. Z kerfjura gorzej, bo płaciłem ponad 500 zł. Matko Boska. Zjedliśmy obiad w Sajgonie, odebraliśmy Kajkę i nastąpiło dalsze sprzątanie. Gosia utknęła w kuchni, a ja odkurzyłem, umyłem łazienkę, podłogę w kuchni i łazience, starłem kurze wszędzie, oporządziłem i położyłem małą spać... Tysiąc rzeczy, mam dość. Do tego robię się coraz bardziej przeziębiony... Bo pogoda jest syfiasta strasznie... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz