Po podniesieniu się, zaczęliśmy kolejną robotę. Miałem szczęście, że wszyscy poszli sobie święcić jajca, a ja zostałem w domu - bosko. Zrobiłem mięso i parę rzeczy, a rodzinka wróciła po ponad godzinie. Świetnie. Można już było przyjąć mięso na szczęście, więc zjedliśmy, co było pod ręką - a że było dużo, więc fajnie. Dokulaliśmy się do wieczora, próbowaliśmy wyjść na spacer, ale przegonił nas deszcz po 20 minutach. Zimno.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz