sobota, 8 kwietnia 2017

08.04.2017

Co za męczący dzień. Pobudka nastąpiła przed 8 i poszło... Gosia wybyła na masaż, to ja zrobiłem dwa prania, uzupełniłem mp3, ugotowałem obiad i wyszliśmy z Kają na spacer. Doszliśmy na WAT i stwierdziła, że chodźmy do parku. No to poszliśmy. Każda górka nasza, plac zabaw, pająk, rurki z kremem... Gosia się wypuściła i wróciła po 15, my chwilę przed nią, akurat wstawiłem obiad. Potem poszedłem na zakupy, aby zdążyć przed przyjściem Kuby. Tylko, że w żadnym sklepie nie było pietruszki i mięsa innego niż kurczak. W rezultacie ogarnąłem wszystko w Lidlu i przyszedłem o 18 - dobrze, że Kuba się spóźnił. Jeszcze tylko zmywanie, oporządzenie Kajki i wieszanie firanek. Ufffff.... Skończyłem w sumie Żoli, poza cmentarzem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz