* Pamiętnik z życia - jeden dzień, jedno zdjęcie * A diary of a life - one day, one photo * Tagebuch des Lebens - ein Tag, ein Foto * Diario de la vida - un dia, un foto * Denník života. Jeden deň, jedna fotografia * Дневник жизни. Один день, одна фотография * Diary ya maisha. Siku moja, moja ya kupiga picha
środa, 29 kwietnia 2015
29.04.2015
Nie pojechałem na pierwszą lekcję i dobrze, bo nie byłem potrzebny. Odwaliłem dwa zajęcia - jedno wizytowała Asia, nie wiem, czy jej się podobało, ale widać było, że nie wpadłaby na to. No i ok. Po lekcjach, nie mogłem znaleźć Maryli, to pojechałem do Kuli, gdzie siedzieli Witek i Kokz. Nagrałem wokal dla Cypisa, ale Gosia mnie wydzwoniła, żebym wracał - bez sensu, bo mama zaraz przybyła. Poszedłem z młoda na spacer, chciała zobaczyć samoloty, ale w połowie zrobiła wściekłą awanturę na temat samochodzika, jaki zauważyła na podwórku żłobka. Po 20 minutach wycia się wściekłem, zgarnąłem ją na barana i zabrałem w trybie natychmiastowym do domu. Była głodna, więc jak zjadła, to jej przeszła histeria, ufff. Pierwsze zajęcia Gosi przespałem, na drugich załatwiłem nową umowę z upc - wszystko dzięki Netii, która zaproponowała 50 zł abonamentu. Bhawo ja. Podczas trzeciej lekcji uprawiałem karmienie, które brutalnie przerwało zepsucie się internetu w czasie zmiany opcji. Zrobiłem Krzysia i dość.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz