niedziela, 12 kwietnia 2015

12.04.2015

Ale dzień męczący... Gosia umiera na zatoki, a ja? Ledwo wstałem, pozmywałem, zrobiłem młodej śniadanie i nakarmiłem, zrobiłem obiad, zabrałem Kajkę na spacer do Muzeum Wojska, bo gadała o tych samolotach od tygodnia - wyciągnąłem ją stamtąd tylko dlatego, że poszliśmy na PKP Powiśle obejrzeć pociągi. Jeszcze krótki spacer, zakupy i wróciliśmy na obiad. Od 8 usiadłem we względnym spokoju około 17... Ufff... Ale niedziela, wolny dzień kurna...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz