sobota, 25 kwietnia 2015

25.04.2015

Nie ma to jak zorganizowany dzionek wolny od pracy. Rano pobudka, bo Gosia ma masaż na Mokotowie, więc szofer musi zawieźć... Kiedy się masowała, z młodą siedzieliśmy na placu zabaw i szalała na zjeżdżalniach, wspinała się, latała... Szał. Chcieliśmy się jeszcze przejść, ale młodzież się zmęczyła i wstąpiliśmy jedynie do sklepu. Wracając, zahaczyliśmy o kerfjura i nastąpił powrót. Wykonałem obłędny włoski obiad i zalegliśmy do wieczora - to znaczy do 17:30, kiedy wpadł Michał na dwie godziny zajęć, najpierw z Gosią, potem ze mną. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz