czwartek, 23 kwietnia 2015

23.04.2015

Kajka mnie obudziła 5:40 i dupa, po spaniu... Wprawdzie do pracy przyjechałem o 7:40, ale dzwonek mnie ominął i na pierwszą lekcję spóźniłem się 10 minut, bo sobie siedziałem... Głupio. Pływacy mieli być w liczbie 7, przyszło 5, po czym doszło po jakimś czasie jeszcze 3 - jak za nimi trafić? poszliśmy na boisko, bo Maryla chciała pomocy z kamerą - nie ładowała się! A jak się miała ładować, jak listwa była wyłączona? Po dwóch lekcjach pojechałem z klasą do synagogi, posiedzieliśmy tam nieco ponad godzinę i w związku z tym, że było wcześnie, połaziliśmy jeszcze po Muranowie. Bardzo fajnie było, choć oczywiście kilka osób robiło siarę. Wróciłem do domu, zamulony straszliwie, zjadłem obiad i walnąłem w kimę, chociaż na parę minut... Zrobiłem zajęcia z Michałem - ja nie wiem, jak on zda ten FCE...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz