sobota, 21 marca 2015

21.03.2015

Piękny i ciepły pierwszy dzień wiosny, ale ujebutałem się po pachy. Pobudka nastąpiła zaraz koło 7, ale dzięki temu mieliśmy więcej czasu na wszystko. Ranek jednak stanął pod znakiem rozpieprzonego telefonu: Kajka go złapała i w sumie odłożyła na podłogę: nie rzucała, ani nic. Ale tak położyła, że ekran jest w rozsypce... A jeszcze tylko rok do wymiany aparatu... Pojechaliśmy po zakupy: pękło ponad 500 zł. Kurwa. Potem Gosia zajęła się myciem okien, a my ruszyliśmy na spacer, kierunek las. Po drodze okazało się, że lotnisko otwarte i można wejść do samolotów, z czego skorzystaliśmy skwapliwie :) Z godzinę biegaliśmy po lesie, wróciliśmy przez plac zabaw, bo było 'bujać się!' i obiad, który niechcący robiłem półtorej godziny, bo wstępnie nie doczytałem czasu tworzenia. Ale za to wyszło wybornie :) Generalnie około 19 miałem już serdecznie dość, młoda mnie męczyła o zabawę, sama była zmordowana tak, że wyła z byle powodu... Miałem skanować zdjęcia, ale mi się nie chce.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz