wtorek, 1 października 2013

01.10.2013

To był zdecydowanie słaby dzień. Już o 7:30 doznałem przewkurwu, kiedy jakiś idiota stanął mi prawie na drzwiach i wpychając się do Korsarza, wyleciały mi gdzieś kluczyki. Do środka na szczęście. Ale ni cholery nie wiem gdzie, bo było tak ciasno, że nie dałem rady ich znaleźć. Zgrzany, wściekły i prawie spóźniony wleciałem na górę po zapasowe kluczyki i dojechałem do pracy za 5. Godzina wychowawcza minęła na załatwianiu polskiego, resztę lekcji przetrwałem i na spotkaniu z Legionistami było najlepiej - zajebali mi szkolną kamerę. Nikt się nie przyznaje. Szlag by to trafił. Pospóźniałem się na zajęcia, mam dość. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz