niedziela, 13 października 2013

13.10.2013

Bardzo ciężki dzień, zwłaszcza dla Kajki. Rano pospaliśmy nawet do 8 - Gosia poleciała na Mokotów na masaż. Wróciła koło 12 - kiedy zadzwoniła, Kajka ruszyła do drzwi, ale podwinęła się jej ręka i rymsnęła na twarz. Myślałem, że wszystko ok, ale jak ją oderwałem od siebie, to całą buzię i łapkę miała we krwi - rozwaliła sobie wargę na górze. Jakiś czas był spory dramat: napuchnięta warga, idące zęby, katar, kaszel - wszystko na raz. Rany, prawdziwy 13. Nawet z chałupy nosa nie wystawiłem, bo siedziałem cały czas z małą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz