czwartek, 10 października 2013

10.10.2013

Zamiast spać do 9, musieliśmy pojechać z Kaja na pobranie krwi - co za masakra. Pielęgniarka nie mogła się wkłuć, potem napompować krew do strzykawki, mała się darła i rzucała... Straszny kwadrans. Zdążyliśmy wrócić i zadzwoniła Ala sekretarka, że paczka ze Stanów przyszła - przeleżała ponad tydzień na poczcie... Super, musiałem pojechać wcześniej i odebrać ćwiczenia. Po lekcjach była krótka rada, potem fotokoło i biegiem do domu, bo Gosia ma zajęcia. Młoda marudzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz