środa, 30 października 2013

30.10.2013

Kajka podniosła się o 5:40, a że mi zdechł telefon, to też wstałem... Dwie lekcje, zakupy w kerfjurze, dwie lekcje i zacząłem robić bieg niepodległości! Wreszcie. Okazało się, że niepotrzebnie czekam, bo dzieciaki dziś nie mogły i okazało się, że jestem wolny. I dobrze, bo mama by nie zdążyła. Posiedziałem z marudzącą Kajką, Gosia pojechała na zajęcia i robię kolejne stosy papierków. Super.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz