środa, 24 lipca 2013

24.07.2013

Wstałem w sumie już o 8, ale zanim się spakowałem, zjadłem, podlałem kwiatki, zrobiłem zakupy i tysiąc innych pierdół, zrobiło się południe. Dopiero o wpół do wyjechałem, zatankowałem i fru. Jechało się przyjemnie, zrobiłem sobie postój w Glinojecku - tak zapyziałego miasteczka to ja dawno nie widziałem... Śmierdzi kurami, a jedyny zabytek się rozsypuje. Masakra. Dojechałem o 16. Mała na szczęście mnie poznała i się ucieszyła - jaka to radość wykąpać znowu córkę :) Po obiedzie poszliśmy jeszcze na spacer, wypiliśmy prezenty i już. Mała tak zapiernicza po podłodze, że ciągle trzeba za nią latać :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz