wtorek, 2 lipca 2013

02.07.2013

Ale miałem dzień... Mała budziła się o 1:40 - z głodu i o 4:20 z zimna. Ok. O 5:05 pukanie - Igor z Michałem przyszli, bo im się woda leje... Nieprzytomny idę do pokoju i z miejsca otrzeźwiałem, wody było po kostki... Kolejne dwie godziny minęły mi na radosnym wylewaniu wody z pokoju, najpierw do kibla, potem szpadlem na zewnątrz, przy pomocy szefowej, obudzonej telefonem od rodzica. Do śniadania się wyrobiliśmy z usunięciem wody i przeniesieniem chłopców do pokoju obok. Było na tyle radośnie, że przelało się również do Matiego i Maćka. Wszystkie ciuchy, buty i walizki mokre - poszło do prania i suszenia. Koszmar. O 10 poszliśmy na plażę - w końcu ładna pogoda. Po godzinie przyszła burza, trzeba było uciekać do baru i siedzieliśmy tam godzinę jak kretyni. I tylko 'mogę moje 10 złotych?' Mogę moje 5 złotych?' Kiedy po obiedzie wyszło słońce poszliśmy na ośrodkowy basen i było super - świeciło słońce, wszyscy się kąpali. Na kolacji znowu spadł deszcz, była burza i gradobicie. Oczekuję spokojnej nocy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz