* Pamiętnik z życia - jeden dzień, jedno zdjęcie * A diary of a life - one day, one photo * Tagebuch des Lebens - ein Tag, ein Foto * Diario de la vida - un dia, un foto * Denník života. Jeden deň, jedna fotografia * Дневник жизни. Один день, одна фотография * Diary ya maisha. Siku moja, moja ya kupiga picha
środa, 10 lipca 2013
10.07.2013
Mała dała się wyspać, cudownie! Ale cuda się skończyły ok. 12, kiedy Maciek zadzwonił, że autokar się spóźni, bo się zepsuł i podstawiają nowy... A nawet dwa. Fajno. Wykąpaliśmy dzieci w basenie, zjedliśmy pożegnalne ciasto od szefowej, zupę, dzieci zaczęły dostawać świra... Pożegnałem rodzinkę w międzyczasie - nie podejrzewałem siebie o taką uczuciowość, ale jak mała odjeżdżała, to chciało mi się płakać... Wreszcie, o 16 podjechał bus - stareńki, zdezelowany Mercedes. Akurat na grupę Świętej. Ale ta powiedziała, że za skarby świata w to nie wsiądzie, poszła do kierowcy, spytać o pasy i uzyskała dwie odpowiedzi: pasów nie ma. A zresztą on i tak nie wraca! Zostaje autokar na 49 miejsc dla... 55. Super. Maciek go przekonał i powstał teraz problem, kto nim pojedzie? Święta w zaparte. Maryla kamienna twarz. To stwierdziłem, że pieprzę i jadę. Potrzebowałem 10-tkę dzieci - spytałem, kto ze mną jedzie, zgłosiło się nawet więcej - oczywiście Piter z Jankiem, Mati, Igor i jeszcze parę osób i śmignęliśmy. W Warszawie byliśmy przed 21, a im... zepsuł się autokar 150 km przed Warszawą. Nawet nie wiem, o której dobrnęli... Po przyjeździe skoczyłem do Tesco po benzynę i jedzenie, włączyłem pranie, oddałem kurtkę i zdjęcia Hani... I wreszcie relaksu chwila przed jutrzejszym dniem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz