środa, 10 lipca 2013

10.07.2013

Mała dała się wyspać, cudownie! Ale cuda się skończyły ok. 12, kiedy Maciek zadzwonił, że autokar się spóźni, bo się zepsuł i podstawiają nowy... A nawet dwa. Fajno. Wykąpaliśmy dzieci w basenie, zjedliśmy pożegnalne ciasto od szefowej, zupę, dzieci zaczęły dostawać świra... Pożegnałem rodzinkę w międzyczasie - nie podejrzewałem siebie o taką uczuciowość, ale jak mała odjeżdżała, to chciało mi się płakać... Wreszcie, o 16 podjechał bus - stareńki, zdezelowany Mercedes. Akurat na grupę Świętej. Ale ta powiedziała, że za skarby świata w to nie wsiądzie, poszła do kierowcy, spytać o pasy i uzyskała dwie odpowiedzi: pasów nie ma. A zresztą on i tak nie wraca! Zostaje autokar na 49 miejsc dla... 55. Super. Maciek go przekonał i powstał teraz problem, kto nim pojedzie? Święta w zaparte. Maryla kamienna twarz. To stwierdziłem, że pieprzę i jadę. Potrzebowałem 10-tkę dzieci - spytałem, kto ze mną jedzie, zgłosiło się nawet więcej - oczywiście Piter z Jankiem, Mati, Igor i jeszcze parę osób i śmignęliśmy. W Warszawie byliśmy przed 21, a im... zepsuł się autokar 150 km przed Warszawą. Nawet nie wiem, o której dobrnęli... Po przyjeździe skoczyłem do Tesco po benzynę i jedzenie, włączyłem pranie, oddałem kurtkę i zdjęcia Hani... I wreszcie relaksu chwila przed jutrzejszym dniem.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz