niedziela, 14 kwietnia 2013

14.04.2013

Prawie było spokojnie, dało się spać do 7:30... Powaleni pokotem na podłodze. Ale ok. Po śniadaniu cała rodzina pojechała, zostaliśmy więc wreszcie sami. Ogarnęliśmy chałupę po armagedonie i pojechaliśmy do Kai, wpadając po moją mamę. Dziś było chłodno, a mama się kiepsko ubrała, więc krótko z nami spacerowała, a mała była nieco rozdrażniona. Spacerów po Starówce to chyba niedługo będę miał zupełnie dość... Codziennie po godzinie. Odrobiliśmy jeszcze karmienie, zabawę, kapanie i wróciliśmy. Trochę ciszy i spokoju. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz