niedziela, 7 kwietnia 2013

07.04.2013

W związku z wczorajszym spóźnieniem, dziś dojechałem na szkolenie pół godziny za wcześnie. Jakoś przebrnęliśmy, musiałem przecież znowu wyjść o 15, bo jechaliśmy do Kai. Spacer na Starówkę, kąpanie, karmienie i fru - bez sensu, jak w więzieniu. Wieczór spędziliśmy jeżdżąc od domu do domu po dary - Szymony, Sławki i Szonie... Padam na pysk.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz