Wstałem o 7, aby polecieć do tesco i kupić prezent na dzień dziecka - Barbie z dzieciaczkiem okazał się hitem. Po 11 ruszyliśmy do pracy - Gosia poszła wcześniej na zajęcia z jakimś betonem, a my na spokojnie - do biedry, gdzie okazało się, że portfel zostawiłem w hondzie i potem biegiem na Żoli - i tak spóźniłem się 15 minut, bo Gosia się spóźniła, bo gadała z matką... No dobra, omówiliśmy szybko projekt z Koszykami i lecimy! Na dyżurze pięciu chłopców (!), więc umówiliśmy się z Żołędziami, że my do 14:30, a oni resztę. 2,5 godziny przeleciało szybko, większość na boisku. Wydrukowałem zdjęcia na Włochy, Gosia odpytała moich i w ogóle jest spoko. Poszliśmy na obiad do Kebab Kinga, obejrzeliśmy siatkę Polska-Francja 3:0 i poszliśmy jeszcze na spacer. Kupiłem akcesoria chomikowe, poszliśmy na lody i do rossmana i w sumie w domu byliśmy o 21. Dopisałem nieco Służewca, browarek sączę, burza grzmi po tych upałach. Jutro wycieczka, a ja znowu zielony...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz