W czwartek zaś ruszyliśmy na podbój Gdyni, gdyż zaproszono nas do portu
wojennego. Tam mieliśmy okazję zobaczyć okręty - było ciekawie, choć
czwarty już okręt wywoływał pewien opór materii... Znalazł się jednak
czas jeszcze na muzeum marynarki wojennej i upragniony czas na zakupy.
Po powrocie była plaża z zachodem słońca, flagi, ognisko z kiełbaskami
oraz recitalem Marcina na gitarze. Chyba jesteśmy zmęczeni...
Za dużo tych statków było, można to było załatwić w 2 godzinki i iść w miasto, a tak mieliśmy 50 minut na zakupy. Kupiłem więc Gosi prezent urodzinowo-rocznicowy - Escadę, młodej mi się nie udało nic kupić, a sobie... też nie, bo w muzycznym zepsuł się dynks do płacenia kartą...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz