No i koniec, nareszcie... To był trudny rok szkolny, ale na szczęście minął, czas się naładować. Do pracy pojechaliśmy wcześniej, przygotowaliśmy wszystko i git. Na sali oczywiście trwało to za długo, ale znieśliśmy dzielnie. Kiedy Ewa powiedziała o rezygnacji ze stanowiska, poszło po sali takie tąpnięcie... Rozdałem świadectwa, pogadałem ze wszystkimi i dość. Pojechaliśmy do domu, odwożąc Beatryczę na Chomiczówkę. Zrobiliśmy selekcję kwiatów, zawieźliśmy część na cmentarz do taty, zjedliśmy i pora była odebrać Kajkę. Jak przyjechała babcia, to skoczyliśmy do Merkurego, na pożegnalną imprezkę. Byliśmy jedni z ostatnich, więc ciężko było znaleźć miejsce, co gorsza, po nas przyszła Oblechówna i zajęła miejsce tuż - siedziała tam jeszcze Monika P-Rz... Skończyło się po 22, odwieźli nas Żołędzie na szczęście i padliśmy...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz