Mamy tyle roboty, że nie ma czasu pisać. W środę mieliśmy znowu dzień
treningów, ale udało nam się załapać na plażing smażing przed obiadem.
Tylko dwie godziny, ale za to z atrakcjami: oprócz kąpieli mieliśmy
również bliskie spotkania z dziką zwierzyną - wydrą, łowiącą nieopodal
ryby. Wszyscy chcieli ją obejrzeć i ruszyli kurcgalopkiem za dzikunem,
ale zwiała z rybą w ustach... W końcu poszliśmy do lasu na grę we flagi,
wyczekiwaną od dwóch lat! Było ekscytująco: pot, krew i komary! Się
działo!
Przez cały dzień nie byłem w stanie usiąść nawet na 10 minut - pierwszy raz dopiero po saunie - pomijam jacuzzi. Tempo zabójcze...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz