Młoda przylazła w nocy, bo bała się burzy - odniosłem ją po 10 minutach, udało się. Rano za to spaliśmy do 9 - przez przypadek zerknąłem na rozpiskę wycieczek i okazało się, że spacer mam o 11, a nie 12... Ufffff... Znowu to bym zrobił! Było chłodno, to się ubrałem, ale w trakcie spaceru myślałem, że umrę z gorąca. 2,5 godziny przeleciało i wróciłem się przebrać przede wszystkim. Poszedłem do sklepu, zrobiłem obiad i z Kajką uciekliśmy, bo Gosia miała mieć zajęcia. Młoda w ogóle pokasłuje i kicha - niezła kicha. Ale wsiedliśmy na rowery i pojechaliśmy na Kępę Potocką, odpoczęliśmy na placu zabaw i wróciliśmy Laskiem Bielańskim. Bardzo przyjemnie było, ale po powrocie mała padła. A ja jeszcze wypełniłem tabelkę sprawozdania i zamarynowałem mięso na jutro. Dość.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz