Miało być luźniej, było przeciwnie. Pojechałem do pracy na 10, żeby się spotkać z mamą Poli. Rozmowa nie przebiegła, jak chciałem, bo cała gadka psu na budę, gdyż mama zdawała sobie sprawę z konfabulacji... Wyszły za to inne rzeczy... Poszliśmy do Defabrykacji i zajęcia z filmmakingu okazały się wprawdzie średnie, bo już mieliśmy coś takiego, ale prowadzący byli zachwyceni :) Poszliśmy na lody - a Baśniowa od 14... Zaczęło lać... Mokrzy dobiliśmy do szkoły, na radzie siedziałem w mokrych ciuchach pod wiatrakiem, mało się nie przeziębiłem. Ewa zrezygnowała z dyrektorowania, niektórzy zbierali szczęki z podłogi... Kiedy wróciłem pieszo do domu, dziewczyny były na imprezie, więc miałem 2 godziny spokoju, mogłem się przygotować na jutrzejszyt spacer wokół Koszyków.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz