poniedziałek, 4 czerwca 2018

04.06.2018





Wstaliśmy o 5 i wyszliśmy z domu zanim Kajka się obudziła. Mama Poli trzyma się ode mnie z daleka, pfff... Podróż z Włodziem minęła szybko i oto jesteśmy: hotel Galion. Sympatycznie, upał, morze tuż obok. Nasz VIP domek miał mieć 7 małych sypialni, ma 3, też małe...
Drogi pamiętniczku
Dojechaliśmy szczęśliwie, prosto na obiad. Szczawiowa plus schabowy nie wszystkich wprawiły w ekstazę, ale było zjadliwe. Korzystając z pięknej pogody udaliśmy się na plażę. Tak cieplej wody w morzu dawno nie było! Dziewczęta zostały Komando Foka i plumały zaciekle w falach, chłopcy zajęli się zaś kontestacją realiów, melancholijnie kontemplując horyzont. Było niczym w Miami! Brakowało tylko palm - i nikomu palma nie odbiła.  Po kolacji czekała nas tylko rozgrzewka sportowa. Wszyscy biegali od stacji do stacji, wykonując ćwiczenia, a biedny Wiktor w nogę chory stał i żałował, że nie może ruszyć wraz z resztą. Żal był tym większy, że komary tły zaciekle (tak właśnie robiły!). Teraz prysznic, spać, bo jutro dzień mocno treningowy.  Dobranoc!
Ela przyłączyła się do wieczornego nasiadu - Janek miał urodziny, więc trzeba było czcić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz