czwartek, 31 lipca 2014

31.07.2014

Noc była słaba, bo Kajka się budziła - brzuch ją męczył. Ledwo wstałem Nie wiedzieliśmy, czy to zęby, zatrucie, czy wirus, więc do Michałowic nie pojechaliśmy. Zamiast tego skoczyliśmy do 'pani Celinki' po kiecki, na cmentarz do taty i kiedy Kajka poszła się zdrzemnąć po ciężkiej nocy, Korsarz przeszedł przegląd, a ja zrobiłem zakupy techniczne na bazarku, wymieniłem żarówki (co za wreszcie blask!), zmontowałem część wózka... Ufff. A na koniec poszliśmy z młodą na dwugodzinny spacer, było super. Gosia sprząta przed jutrzejszym armageddonem - ciekawe, czy przyjadą? Przy okazji mnie wkurwia, bo ciągle mi pieprzy, co moja mama powinna zrobić... Mądrzyć się każdy umie.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz