poniedziałek, 7 lipca 2014

07.07.2014

Miał to być spokojny i stacjonarny dzień. E tam. Dobrze, że zeszła mi w większości ta opuchlizna z kostek. Rano latałem poukładać bieg patrolowy i kupić bilety na prom. Po obiedzie wreszcie poszedłem na plażę, pierwszy raz od paru dni. Zeszliśmy z plaży i wysłaliśmy wszystkich na bieg - było prawie półtorej godziny spokoju. Potem tort dla Piotrka i kilka pierdół - w Hercegu dzieci dostały już pierdolca i latają jak wściekłe - dobrze, że u mnie spokój...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz