wtorek, 22 lipca 2014

22.07.2014

Kajka zrobiła pobudkę o 5 - obudził ją atak kaszlu połączony z pobudką u mew. No więc zaczęła gadać, skakać, pogrywać na klawiszach - chciałem spać, ale pękałem ze śmiechu :) Dopiero koło 7 padła, kiedy zaraz trzeba było wstać. I pojechaliśmy do tego Kołobrzegu nieprzytomni, odwożąc katechetki do wioski hobbitów. W Kołobrzegu przejął nas przewodnik, wujek Andrzeja Szarmacha i przez 3 godziny gonił nas po mieście. W sumie był nawet fajnie i dzieciakom też się podobało. Po kolacji urwaliśmy się z Gosią 'na miasto' na zakupy i teraz siedzę i zgrywam zdjęcia na pandrajwy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz