piątek, 23 sierpnia 2013

23.08.2013

Co za szalony dzień znowu... Nawet się wyspaliśmy, choć Kajka wcale nie chciała jeść. Tylko śpi i się snuje, widać, że opada z sił. Znowu łapaliśmy mocz, znowu zaniosłem go do laboratorium, a potem musiałem szybko załatwić wszystko, co się da i to przed 13. Zatem zaniosłem garnitur do pralni w Kerfurze, bo nasz na urlopie, pojechałem po świecę i szatkę na Ogrodową, bo nie chciała dojść zamówiona, zrobiłem zakupy jedzeniowe w Tesco, zamówiłem tort... Zdążyłem. Około 14 Gosia wypadła na paznokcie. Odkurzyłem, mała zaczęła za jakiś czas marudzić, że głodna, jeść nadal nie chciała przez te cztery idące zęby, sąsiedzi na dole robią remont łazienki i napierniczają młotami w scianę, młoda się drze... Mało nie oszalałem. Na szczęście przyszła wreszcie mama, więc mnie zmieniła, a jak wróciła Gosia, to udało się Kajkę nakarmić ją zimnymi bananami. I jakiego wtedy przyspieszenia dostała! Nowe życie! Zapierniczała po całym domu, uciekała przed nami ze śmiechem i  była zabawa :) No i przyszła świeca i szatka - na imię Maria, zamiast Kaja Maria... Kretyni.    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz