niedziela, 30 czerwca 2013

30.06.2013


Rano obudził mnie deszcz. Szlag by to trafił. Pogody nie było, więc poszliśmy po Stegny poszwendać się tu i ówdzie. Przyjechała Gosia z Kają i rodzicami, zainstalowaliśmy się. Zaczęło robić się ciepło, więc poszliśmy na plażę. Super, ledwo doszliśmy, zerwał się wicher i zaczął padać deszcz. Było tak zimno, że trzeba było natychmiast wracać - Kaja dokonała odwrotu zaraz po wejściu na plażę. A wieczorem mecz, kalambury i imprezka: plątały się dzieci, żeby obejrzeć finał Pucharu Konfederacji, ale telewizor był zamknięty. Ups.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz