piątek, 28 czerwca 2013

28.06.2013

Zwariować można. Do pracy dojechałem o 7:30 żeby: wydrukować świadectwa z pomyłką, poukładać tysiące papierków do rozdania, przekazać Maryli szczegóły do ubezpieczenia... Potem tylko półtorej godziny na sali, rozdawania nagród, szybkie rozdanie reszty nagród, świadectw, zdjęć i koszulek. Zdjęcia w koszulkach, próżne żale jednej z mam... Potem cała reszta klas. Wyszedłem z pracy chyba po pierwszej, dopełniwszy papierków. Pojechałem na Wólkę do taty i zostawiłem mu kwiaty i kiedy już wracałem do domu, zadzwonił rzeczoznawca z Avivy, obejrzeć Korsarza. Potem obiad, zakupy i w sumie miałem jechać na piwo do Kojota, ale nie daję rady. Za dużo wszystkiego i ledwo się spakowałem.    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz