piątek, 21 czerwca 2013

21.06.2013

Padam na ryj. Pobudka 5:30, dyżur w szatni, zamiast lekcji robiłem zdjęcia i folder dla burmistrza, bo okazało się, że w środę idę po nagrodę z dzieciakami i ktoś musi zrobić prezentację... No to zrobiłem. Dyrekcja pożegnała mnie 'No to cześć, po poniedziałku. W poniedziałek też Ci znajdę jakąś robotę...' Dzięki. Potem na Żurawią podpisać papiery, na Burakowską odebrać Korsarza - okazuje się, że tłumik trzeba jednak wymienić... A czekałem z pół godziny, bo kluczyk mi zgubili... Leżał na wierzchu i się śmiał. Potem do domu, na Ujazdów z małą wykonać biorezonans na alergie, ale Kaja nie bardzo chciała współpracować... Burza się zrobiła, mama przyjechała z ciuszkami dla małej... Jak to wszystko zmieściło się w ciągu dnia? Nie wiem. Łeb mnie boli i jestem wykończony totalnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz