piątek, 25 października 2019

25.10.2019

Oczywiście rano się spóźnili, norma. Pojechaliśmy do Porto, zaczynając od wejścia na statek, który też ruszył za późno :P Ale rejs był całkiem przyjemny i widoki piękne. Po rejsie poszliśmy do beznadziejnego wytwórcy porto - nie było przedstawionego procesu produkcji, z tarasu nas wywalili, tyle, że poczęstowali najtańszym. No i lunch - za długo, za długo, a jeszcze deser, a kawka... Zostawiłem kasę i wyszliśmy, bo szkoda czasu. Wsiedliśmy do kolejki linowej, przeszliśmy przez most obok przejeżdżających wagonów metra i rozleźliśmy się po Porto. Przepiękne miasto, szkoda, że tak mało czasu... Ale udało mi się jeszcze wejść do Tubiteka po parę albumów :D Na miejsce zbiórki trafiliśmy z Agnieszką lekko spóźnieni, ale co tam. A musieliśmy wracać wcześniej, bo rodzice czekali na nas z pożegnaniem. Parę rzeczy na poczęstunek, godzina czekania, pół godziny pożegnania - stracony czas, lepiej było zostać w Porto ze 2 godzinki... Poszliśmy na ostatnie zakupy w Bradze, już bez kolacji, bo byliśmy full, spakowałem się - czas wracać...  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz