Udało się zdążyć i odjechać o czasie - pożegnaliśmy miły Twardoszyn. W Zakopanem poczekaliśmy chwilę na autobus i nie było korków, dojechaliśmy na czas. Na szczęście Żmudzini mnie odwieźli, spoko. Obdarowałem moich ludzików ciuchami, pełnia szczęścia. A o 22 pojawiła się ciotka Maja, na szczęście siedziała z Gosią w trzecim pokoju, a ja miałem czas na odrobienie korespondencji.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz