Zimno jak cholera. Dada dała nam pospać, więc przyszliśmy do szkoły trochę po 9. Cały dzień, aż do przyjazdu Portugalczyków, zajęty był na zajęcia integrujące - trochę tego za dużo było w rezultacie. Po lunchu poszliśmy z dzieciakami na spacer po mieście i do sklepu, po czym kiedy przyjechali wreszcie Portugalczycy, poszliśmy na spacer do punktu widokowego. Tosia marudzi, że kiepsko trafiła z domem, zobaczymy. Po powrocie z górki skręciliśmy od razu restauracji - jedynej działającej w mieście, tylko z pizzą :( Jak wychodziliśmy, wpadła cała nasza brygada! Ufff. Wieczór minął spokojnie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz