O 7 miałem pobudkę, bo Polska grała z Argentyną i Gosia przyszła oglądać... I tak wstałem o 8, żeby wyrobić się na kolejną wycieczkę. O 10:30 byłem pod kolumną i zaczęliśmy dwugodzinny spacer z pracownikami ministerstw zagranicznych, ale rozjeżdżali się po drodze i do końca dotrwały dwie osoby. Odwaliłem, poszedłem na pocztę odebrać paczkę i wróciłem na działkę. Pozbieraliśmy winogrona i pigwę, sąsiad nas poczęstował swoimi i było fajnie. Zjedliśmy w bistro, poszliśmy do lidla na zakupy i jeszcze skoczyłem na resztę zakupów do kerfjura. A potem do piwnicy ze dwa razy po zimowe ciuchy... Spakowałem się na jutro w sumie w 5 minut... Umyj małego, połóż małą... Padam z nóg na razie. A jutro wstaję o 5 rano...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz