Rano pogoda była kiepska, ale zabrali nas do Zuberca do skansenu. Miejsce całkiem fajne, połaziliśmy po chałupach i okolicy, aż wykurzył nas deszcz. Wróciliśmy do szkoły, aby zaprezentować komiksy i zająć się rękodziełem. Dzieciaki przędły, smażyły placki, robiły wiklinowe dzwonki i serca z drucików. Trwało to znowu za długo, wyczerpały ich głównie placki, bo w życiu nie trzymały nawet ziemniaka w ręku... Masakra. W przerwie poszliśmy do cinskiego obchodu, z którego wyniosłem torbiszcze ciuchów dla dziewczyn, wydałem kupę kasy... Wieczorem poszliśmy do pubu Zona z Rumunkami i Słowaczkami, sympatycznie całkiem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz