Znowu trzeba było wstać wcześnie... Poszliśmy do tego drewnianego kościółka z listy Unesco - faktycznie, robi wrażenie. Po nim trafiliśmy do zakładu ceramicznego i wreszcie wróciliśmy do szkoły na warsztaty taneczne. Chłopcy bronili się rękami i nogami, ale na koniec przyznali, że było fajnie. No i dobrze. Po lunchu pojechaliśmy do Rio de Klin (sporo pod górkę i ten Jezus...), a potem do kolejki wąskotorowej - wszystko całkiem przyjemne. Iwona rozbawia wszystkich, ubaw po pachy. Portugalczycy nic nie rozumieją, ale robią dobrą minę do złej gry :P Po powrocie z kolejki spakowaliśmy się i poszliśmy do pubu na spotkanie końcowe. Miasteczko w piątek wieczorem żyje, leją się po mordach i biegają po ulicach hordy młodzieży. W pubie posiedzieliśmy ze dwie godziny, obejrzeliśmy Portugalia-Luksemburg 3:0, Valdemar się jarał :) I w sumie o 23 spaliśmy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz