Znowu musiałem wstać o 6, bo młoda idzie na 'Od zabawy do sportu' - dobrze, że było fajnie. W pracy luzik - wprawdzie miałem zastępstwo za francuski, ale za to 7a była na Gambii (ta kretynka przyszła najarana jak huta!), a 6p w ogóle nie było, czad! Wyszedłem więc wcześniej, zjadłem na Powiślu w BykBar - całkiem smacznie. Dotarłem pod wydział, czekałem w sumie ze 40 minut, zanim baby się ogarną... Kolejne 20 minut jechaliśmy na plac zamkowy, KBB była jakaś nerwowa i naciera, żebym zaczął w środku niczego, ale wyluzowałem i zrobiłem to, co miałem - w połowie przyszła i podziękowała i przeprosiła za wtrącanie. Znaczy, było świetnie. W chałupie byłem koło 20, i nie ma siedzieć: umyj głowę młodej i obrób, wykąp małego - usiadłem dopiero o 21:30. Padam z nóg.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz