Znowu pobudka o koszmarnej godzinie - 5:30... Udało man się wyjść tylko 10 minut po przewidzianym czasie, bo Gosia się szykowała, a młoda była ledwo żywa. Ale zdążyliśmy na pociąg bez problemu i 2,5 godzinki przeszły bardzo przyjemnie. W Jonkowie impreza była skromna, bo obiad, tort i tyle, wiśniówkę z teściem zrobiliśmy, bo Łukasz wysypał się po drugim kieliszku. Obejrzeliśmy skoki drużynowe w Kuusamo - Polska byłaby druga, gdyby Żyły nie zdyskwalifikowali za kombinezon... Kajka była szczęśliwa, że Hubert poświęca jej cały weekend, radość niezmierna. Dzięki temu spać poszedłem około 22:30 - może się troszkę wyśpię...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz