Piątki mnie wykończą... Młoda przyszła jakoś w nocy, ale dała spać. Lekcji pięć - większość ciężkich. Ale dostałem nowy plan - 6a będzie podzielona i mam przez to 25 godzin w tygodniu, masakra. Po lekcjach udało mi się zjeść za moje 11 złych, zrobiłem dwoje zajęć i wróciłem do domu - na 19:30. I kurde, oczywiście, nic nie zrobione. Żona siedzi i pisze pierdoły przy kompie, młoda się bawi - a ja wróciłem zmordowany jak koń po westernie i w ciągu godziny zdążyłem nakarmić małą, pozmywać góry naczyń, wykąpać histeryczkę... Mało mnie szlag nie trafił, bo zamiast pójść wcześnie spać, to znowu poszła późno. Oj, bo nam się zeszło. Kurwa no. Padam na ryj.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz