Między 3:00 a 4:30 miałem atak wściekłego kaszlu, więc jestem lekko nieprzytomny... Wstałem o 6 i powlokłem się do lekarza. Leje jak z cebra, udało mi się być drugim i szybko zapisać. Wróciłem do domu się ogarnąć i poleciałem do lekarza, dostałem oczywiście antybiotyk. Od rana zaś zaczęło się wkurwianie mnie - Gosia spędziła dzień z teściową i oczywiście nastąpiła godzina wydziwiania, że twoja rodzina to jest taka i owaka, nie rozumiem, bo moja to to i tamto. No kurwa. Oczywiście się pokłóciliśmy - dawno nie było żadnej awantury, więc trzeba było jakąś wywołać z niczego - typowo kobiece... Dostałem wreszcie kasę, opłaciłem rachunki i większość paczek, przelaliśmy kasę z oszczędnościowego na dwie lokaty, niech zarabia. Mała tez była u lekarza, ma załatwione gardło, ale może od poniedziałku pójdzie do przedszkola, bo ja to chyba nie... Fatalnie... Zrobiłem jeszcze zajęcia z Kubą, trzeba mi kasy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz