Młoda zaczęła krzyczeć 'tataaa' o 5. Jak do niej przyszedłem, to ona do mnie 'chcę do mamusi'... Kurde, to po co mnie woła? Przylazła do łóżka, zaczęła się rozpychać, a jak wreszcie zasnąłem, to o 7:30 zadzwoniła pani z banku... Szlag. Ogarnęliśmy się, a Gosia wymyśliła, że pojedzie do pracy coś tam wziąć. Po czym dzwoni, że musi zostać i żebym wziął małą na Marymont, ona ją odbierze. Szlag. To pojechaliśmy, wymieniliśmy się dzieckiem i ja poszedłem do Dżulsa na zajęcia. Żona zaś została pokarana za durne pomysły i siedziała na schodach przez pół godziny, bo nie wzięła kluczy. Zjedliśmy obiad i tak trochę wegetowaliśmy, młodą rozsadza w chałupie. Mój kaszel ma się świetnie, jak stary gruźlik...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz